Ocena zdalnego nauczania w opiniach nauczycieli i uczniów
- piotronion
- 11 mar 2022
- 11 minut(y) czytania
A oto mała praca na temat zdalnego nauczania w czasie pandemii w naszym kraju. Kilka słów o tym temacie okiem nauczycieli i uczniów.
Zapraszam
Zaraza jak mówią niektórzy na koronawirusa, spadła na świat niespodziewanie. Co prawda badacze takich procesów globalizacji wśród różnych zagrożeń wskazywali na możliwość wystąpienia pandemii, ale na równi z ewentualnym zderzeniem z asteroidą, czy wybuchem wulkanu w Europie nie przypisywano jej dużego prawdopodobieństwa, a w każdym razie nie w tym czasie i nie tu.

Koronawirus zdemolował zarówno nasze życie prywatne, jak i funkcjonowanie wielu instytucji, zakładów czy firm a przede wszystkim szkolnictwo. Skutki bieżące – podobnie jak te przewidywane w przyszłości – nie napawają optymizmem. Jednak – tak jak to się dzieje w przypadku wszelkich kataklizmów są tacy, którzy nie tylko wychodzą niepoobijani, ale wręcz mogą cieszyć się z uzyskiwanych profitów. Częstsze są jednak sytuacje odwrotne, zwłaszcza gdy katastrofa dotyka i tak już słabych, biednych, chorych czy... źle funkcjonujące instytucje szkolne. W powszechnej opinii kształcenie zdalne i zamknięcie uczniów w domach ma więcej wad niż zalet – wynika z badania opinii na temat tej formy nauczania. Miałem szczęście rozmawiać z dwojgiem dzieci, uczęszczających do lublinieckich podstawówek oraz z dwoma nauczycielami, którzy chętnie wypowiedzieli się w tej kwestii w udzielonym mi wywiadzie, który został wpleciony w niniejszą pracę. Wiosna 2020 roku, wraz z pandemią koronawirusa i nieznanym i wcześniej zatrzymaniem się świata na kilka tygodni, przejdzie i już przeszła do historii. Sytuacja ta dotknęła każdą chyba sferę życia, ujawniając jej niedostrzegane wcześniej aspekty i wywołując konieczność adaptacji do zupełnie nowych warunków. Z całą mocą potrzeba nowego podejścia do pracy nauczycieli i uczniów zaistniała w przestrzeni edukacji.[1] Zamknięcie szkół spowodowało nagły wzrost zainteresowania tak zwanym zdalnym nauczaniem, nauczaniem na odległość czy online. Każda szkoła, każdy nauczyciel radzili sobie z tym problemem w odmienny sposób, gdyż zabrakło jasnych ogólnych wytycznych i wystarczającego doświadczenia w tego typu nauce i nauczaniu. Realizacja treści programowych, kontakt z uczniami, rozwój ich kompetencji i ocenianie stały się prawdziwym wyzwaniem czasu epidemii. Nie ulega wątpliwości, że okres od marca do czerwca 2020 roku przejdzie do historii edukacji jako czas wielkiego przełomu. Stanie się tak niezależnie od rozwoju wypadków. Niezależnie od tego, czy wzmocniona przez ostatnie doświadczenia refleksja na temat konieczności przebudowy podstawy programowej i samej koncepcji polskiej szkoły znajdzie w końcu szersze zrozumienie. Przywołany okres to czas wielkiej rewolucji w wielu krajach. Oto bowiem dosłownie z dnia na dzień rzesze nauczycieli, uczniów i rodziców zmuszone zostały do funkcjonowania w zupełnie nowej przestrzeni. Wielu nauczycieli, dotąd niechętnych nowym mediom, zmuszonych zostało nie tylko do, ich zaakceptowania, ale i do oswojenia oraz zastosowania w działaniach edukacyjnych. I choć stwierdzenie, że polska szkoła nigdy już nie będzie taka sama, brzmi banalnie, to oddaje ono stan rzeczy. Jeden z nauczycieli z, którym przeprowadziłem wywiad, tak opowiedział o swoich spostrzeżeniach dotyczących zdalnego nauczania dzieci w szkole podstawowej. Mówi, że początki nie były oczywiście łatwe. Nagle, bez żadnego przygotowania, dosłownie z dnia na dzień zostaliśmy wrzuceni w nową rzeczywistość. Wszystko działo się tu i teraz. Pozbawieni informacji na temat konkretnych terminów, jasnych i prostych wskazówek, potrzebnych materiałów, przygotowania metodycznego, mentalnego i cyfrowego staraliśmy się oswajać z nowym wyzwaniem i w miarę możliwości zadbać o jakość nauczania i wsparcie dla naszych uczniów.

Etap pierwszy tych zmagań - mówi nauczyciel, wspomina jako poszukiwanie i testowanie różnych rozwiązań metodycznych, konsultacje i rozmowy z nauczycielami w kraju i za granicą, konsultacje rodzinne, porównywanie opcji wybieranych przez różne szkoły, przeczesywanie Internetu w poszukiwaniu materiałów, sugestii, metod i narzędzi, digitalizację własnych pomocy, internetowe rozmowy z uczniami na temat wyboru odpowiedniej formy takiego nauczania, poszukiwanie równowagi pomiędzy jakością kształcenia a ilością przesyłanych materiałów, pomiędzy stawianiem wymagań i świadomością wyjątkowości sytuacji, nieznajomości warunków domowych uczniów i ich kondycji psychicznej a poczuciem obowiązku za ich kształcenie – mówi jeden z nauczycieli lublinieckiej podstawówki [2]. Był to także czas przeorganizowania treści, budowania koncepcji lekcji, bloków tematycznych, refleksji nad tymi materiałami, częstej ewaluacji. I wreszcie czas poszukiwania równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym, zrozumienia, że praca od świtu do zmierzchu a w praktyce do późnych godzin nocnych niekoniecznie przynosi zamierzony efekt, uczenia się zarządzenia czasem w tych nowych warunkach. Zrozumiałam, że często powtarzane ówcześnie słowo „dobrostan” nie jest jedynie modnym wyrazem, a zadbanie o własną równowagę przekłada się na jakość pracy. Koronawirus uderzył w szkolnictwo w fatalnym momencie. Przełom lat 2019/2020 to jeden z bardziej ponurych momentów w polskiej edukacji. Wiosną 2019 roku nauczyciele ogłosili strajk, domagając się podwyżek i poprawy warunków pracy. Zakończył się on porażką. Władze nie zgodziły się na realizację Fundacja im. Stefana Batorego 2 postulatów nauczycieli. Przegrany strajk pozostawił ogromne rozgoryczenie, a także wywołał wiele konfliktów wśród nauczycieli. Ponadto początek roku szkolnego 2019/2020 wiązał się z realizacją pośpiesznie wprowadzanej reformy edukacji, nie bez racji nazywanej „deformą”. Likwidacja gimnazjów zaburzyła funkcjonowanie zarówno szkół podstawowych, jak i ponadpodstawowych. Doprowadziła do przetasowań w kadrach nauczycielskich, rozbito wiele zespołów, niekiedy współpracujących ze sobą od lat. Zwiększenie liczby roczników w obu typach szkół wymagało przebudowy niektórych budynków, zapewnienia nowego wyposażenia, a także przetasowania kadr nauczycielskich. Zgodnie z iście szatańskim pomysłem reformy we wrześniu 2019 roku do wszystkich klas szkół średnich i zawodowych wszedł podwójny rocznik absolwentów ośmioletnich szkół podstawowych oraz likwidowanych gimnazjów. Na najbliższe trzy lata szkoły średnie zostały obdarowane podwójną liczbą uczniów, z których część uczy się według dawnego programu, a pozostali według zmienionego. Jak twierdzą nauczyciele różnych przedmiotów, te nowe programy nie zostały dopracowane, jest w nich jeszcze wiele luk i niejasności.
Rozczarowanie nowymi programami wynika także z tego, że mimo wielu postulatów nadal są przeładowane nadmiarem materiału i nastawione na ćwiczenie pamięci, a nie intelektu. Na ten smutny obraz po reformie nałożył się koronawirus, a z nim zamknięcie szkół i przejście na zdalne nauczanie. Nauczyciele nie tylko nie byli przygotowani merytorycznie do zadań, jakie na nich spadły, ale też ich nastroje nie skłaniały do zaangażowania i poświęceń. Słowa ministra edukacji Dariusza Piontkowskiego, iż mają teraz okazję się wykazać, że potrafią nie tylko strajkować, nie poprawiły nastawienia nauczycieli. 12 marca 2020 roku władze oświatowe ogłosiły zamknięcie szkół na dwa tygodnie w związku z zagrożeniem koronawirusem. Był to niewątpliwie moment radości dla uczniów czekających z niepokojem na czwartkowe czy piątkowe klasówki i sprawdziany. Nauczyciele zdążyli jeszcze zadać materiał do przerobienia w domu, nakazując ukończenie prac do kolejnego pojawienia się w szkole, co miało mieć miejsce niebawem. Niestety, zamknięcie szkół trwało dłużej, dla wielu nauczycieli i uczniów aż do końca roku szkolnego 2019/2020 [1]. Dostęp do urządzeń stanowił tylko jeden z czynników wpływających na możliwość nawiązywania zdalnej komunikacji między nauczycielem i uczniem. Istotną rolę odgrywały postawy uczniów wobec szkoły, poszczególnych nauczycieli czy wreszcie chęć uczenia się. Uczestniczenie uczniów w lekcjach zależało także od sposobu prowadzenia zajęć na odległość, od metod przekazu używanych przez nauczycieli i od ich umiejętności nawiązania kontaktu z uczniami. W wielu początkowych badaniach nauczyciele jako najważniejszy problem wymieniali na ogół braki sprzętu u uczniów, a także swoje trudności z obsługą komputera, posługiwaniem się Internetem lub brakiem miejsca do pracy. Ale już w badaniach czerwcowych realizowanych przez Wydział Pedagogiczny Uniwersytetu Warszawskiego, częściej niż niedostatki sprzętu wspominano brak bezpośredniego kontaktu z uczniami, problemy z ich aktywizacją i mobilizacją do pracy, a także z kontrolowaniem ich wiedzy. Także w raporcie Zdalnenauczanie.org20 z obszernych badań w szkołach, realizowanych na przełomie maja i czerwca, wielu nauczycieli ocenia krytycznie zdalne nauczanie jako pogarszające relacje z uczniami i rodzicami, a także wyraża tęsknotę za bezpośrednimi kontaktami [2]. Ministerstwo Edukacji Narodowej i kuratoria podsyłały nauczycielom rozbudowane listy programów do wykorzystania w trakcie lekcji, ale ich przejrzenie i wypróbowanie wymagało wolnego czasu, którego nie mieli. Ogromną pomocą służyli inni nauczyciele, którzy przeszli jakieś szkolenia, sprawdzili jakieś metody i podpowiadali, z czego i jak można skorzystać. O samopomocy koleżeńskiej, przy braku sensownego wsparcia ze strony innych instytucji, wspomina także większość badanych nauczycieli. Nauczyciele korzystali z rozmaitych technik. Najczęstszą, wykorzystywaną zwłaszcza na początku, było przesyłanie pocztą elektroniczną zadań do wykonania, rozdziałów do przeczytania w podręcznikach czy polecenia zapoznania się z jakimiś materiałami z Internetu. Nawet te proste przekazy powodowały początkowo sporo trudności uczniom ze względu na „chaos w używaniu przez nauczycieli różnych platform i komunikatorów”, problem stanowiła także „wysyłana przez nich ogromna liczba powiadomień o zajęciach i zadaniach do wykonania. Uczniowie mieli kłopoty z ich odnalezieniem i wykonaniem zgodnie z podanym terminem. Krótki czas na odesłanie zadań oraz ich zbyt duża liczba często wywoływały frustrację i powodowały zmęczenie i zniechęcenie [3]. Uczniowie nie byli przygotowani do samodzielnej nauki, do organizowania sobie samodzielnie dnia pracy. Nie mieli żadnej okazji, aby te umiejętności wykształcić. Szkoła przed pandemią organizowała zajęcia i pilnowała realizacji materiału. Gdy nauczyciel zaczął pojawiać się w życiu ucznia jako mail w komputerze wyznaczający zadania czy nawet osobiście w postaci obrazka na ekranie, do ucznia należało zorganizowanie sobie dnia pracy, co dla niektórych było zadaniem ponad siły. W wielu badaniach nauczyciele wskazywali na brak samodzielności w pracy uczniów. Wracając do rozmowy z nauczycielem, z którym przeprowadziłem wywiad, to powiedział mi jeśli chodzi o aplikacje, „że jest trudno wymienić wszystkie aplikacje, z których korzystałem w czasie nauczania zdalnego, jednak dobierałem je, kierując się jedną z zasad neurodydaktyki – uczeń lubi być zaskakiwany. Starałem się więc, aby różnicować wysyłane materiały. Jeżeli na przykład jedna lekcja miała postać prezentacji w Genially, to potem uczniowie otrzymywali inne materiały. Filmiki w Animoto też z czasem mogłyby okazać się nudne, toteż sięgnąłem po Animatron, Biteable, Canvę oraz Powtoon.

Wszystkie te programy pozwalają na tworzenie animacji, ale każdy z nich jest nieco inny, więc uczniowie mieli zróżnicowanie materiałów. Co więcej, każdy z wymienionych przeze mnie programów umożliwia stworzenie pewnej fabuły, toteż spełnia kolejny wymóg neurodydaktyki – mózg lubi opowiadanie. W dalszej rozmowie inny nauczyciel opowiedział mi o kolejnym zagadnieniu do rozwiązania w zaistniałej sytuacji. Było to przeprowadzanie sprawdzianów. Nauczyciel mówił, że …”tworzył je na platformie Google przy pomocy „Formularzy”. Zanim jednak klasa pisała sprawdzian, rozsyłałem im ćwiczenia, ankietę lub prostą kartkówkę, aby oswoili się z działaniem tych nietypowych przecież testów. Problemem było oczywiście ograniczenie możliwości ściągania. Przy zdalnym nauczaniu wychodziłem z założenia, że jeżeli uczeń będzie umiał wyszukać potrzebne informacje i prawidłowo je wykorzystać, to dobrze. Przeprowadziłem z nimi rozmowy dotyczące samodzielności pracy, zagwarantowałam możliwość poprawy oceny.” Nauczyciel dodał jeszcze na końcu iż „Podsumowując moje doświadczenia, stwierdzam, że to, co według mnie jest najważniejsze w sytuacji zdalnego nauczania, to szeroko pojęta empatia, zrozumienie sytuacji, w jakiej wszyscy się znaleźliśmy. Narzędzia, z jakich będziemy korzystać, to już nasza indywidualna sprawa. Warto jednak pamiętać, aby tworzyć materiały zróżnicowane, mogące zainteresować i zaskoczyć ucznia. I jeszcze jedna ważna kwestia – uczeń i rodzic nie są specjalistami, więc przygotowujmy proste i zrozumiałe informacje, nie starajmy się wykazać naszą elokwencją, lecz… sercem”.
Moim zdaniem bardzo trafna wypowiedź i doświadczenie tego nauczyciela. Według odpowiedzi uczniów, zdalne nauczanie miało najlepszy wpływ na ich oceny. Jest to zapewne spowodowane koniecznością wypracowania przez nauczycieli nowego podejścia do oceniania pracy i wiedzy ich podopiecznych, co spowodowało bardziej „liberalne” podejście. Warto wskazać, że zdalne nauczanie w oczach jednego z uczniów z którym przeprowadziłem wywiad, miał duży wpływ na poprawę ich kontaktów z rodziną. Z drugiej strony, mocno ucierpiały kontakty z rówieśnikami ze szkoły. Jak podkreślił uczeń, wskazał na pozytywny wpływ nauczania zdalnego na ilość snu. Można przypuszczać, iż jest to w największym stopniu spowodowane brakiem konieczności udawania się na zajęcia do szkoły. Jak podkreślił w wywiadzie mój respondent, to znacząco negatywny wpływ zdalne nauczanie wywarło na ilości czasu wolnego. Mogło być to wywołane niewystarczającą umiejętnością planowania własnej pracy, jak i dużo większa konieczność pracy mojej – wskazał uczeń. Powiedział również, że „zajęcia zdalne nie są dla nich dobrą alternatywą w porównaniu do lekcji prowadzonych w szkole oraz lepiej uczyło mu się w szkole niż w domu.” Obydwaj uczniowie podkreślali w swoich wypowiedziach komfort i wygodę w uczeniu się. Oszczędność czasu związana z dojazdami i powrotami, możliwość odpoczynku, wysypiania się sprawiła, że ich frekwencja na zajęciach była wyższa, a także łatwiej było im być punktualnym. Uczestnictwo w lekcjach zdalnych było dla wszystkich zdecydowanie prostsze niż na terenie szkoły. Uczniowie krytykowali też zbyt dużą liczbę „kartkówek”, testów i sprawdzianów online. Wiele negatywnych emocji wyzwalały również zadania, których wykonanie było ograniczone ściśle określonym czasem. Uczeń powiedział mi, że „Miałam 10 minut na napisanie i wysłanie z fizyki zadania z trzema podpunktami wraz z obliczeniami i rysunkiem do zadania. Presja czasu sprawiała, że nie potrafiłam się wyrobić z prostymi zadaniami, musiałam pamiętać też o tym, że mogę stracić czas na załadowanie zdjęcia. Często zdjęcia się bardzo wolno ładowały, programy zacinały. Byłam strasznie zdenerwowana i nie mogłam zupełnie się skupić…”Na formę nauczania zdalnego, niewielka jest grupa entuzjastów tej formy nauki, chociaż wielu nauczycieli przyznaje, że ich kompetencje cyfrowe się powiększyły i są z tego powodu zadowoleni. Niektórzy nauczyciele wskazują na uczniów, którym ta forma bardzo odpowiadała: „są dzieci, które w nauczaniu zdalnym rozkwitły” [1].

Pandemia zaskoczyła nas i wymusza zmiany w codziennym życiu, ale odkrywa też wiedzę o rozmaitych zjawiskach, z których nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę. Były one na tyle codzienne i powtarzane od lat, że albo nie widzieliśmy w nich niczego nadzwyczajnego, albo w ogóle ich nie zauważaliśmy. Lockdown jako rodzaj stop-klatki nam je pokazał. Jedną z takich dziedzin, które ukazały się z całym swoim kolorytem, jest edukacja dzieci. W swym założeniu i zgodnie z naszym przekonaniem szkoły służą rozwojowi dzieci oraz przygotowują je do dalszej edukacji, a następnie do rozmaitych ról, jakie będą odgrywać w życiu. Zauważamy jednak, że szkoły mają też inną niezwykle istotną funkcję. Umożliwiają nam nasze życie zawodowe. W „normalnym” niepandemicznym czasie trzymały naszych „milusińskich” pod kontrolą przez sporą część dnia, co sprawiało, że mogliśmy zająć się własnymi sprawami. Ta kontrola nad czasem dzieci nie sprowadzała się tylko do przetrzymywania ich w szkole, ale także absorbowała ich czas w domu poprzez nakaz odrabiania lekcji. Każdy polski rodzic był co prawda informowany oficjalnie przez wychowawców na początku edukacji lub podczas roku szkolnego, że do niego należy wspieranie działania szkoły poprzez kontrolowanie edukacyjnych poczynań ucznia i wypełniania nakazów nauczycieli. Wielu rodziców skarżyło się, że czas po pracy muszą spędzać na pomaganiu dzieciom w odrabianiu lekcji. Na skutek pandemii ten czas wspólnego odrabiania lekcji gwałtownie się rozrósł. Do problemów związanych z pokonywaniem zadanego materiału doszło jeszcze zmaganie się z komunikacją internetową. Bez pomocy rodziców wielu uczniów, zwłaszcza z klas młodszych czy obarczonych różnymi dysfunkcjami, nie poradziłoby sobie z taką formą nauki. A przecież nie wszyscy rodzice mogą, chcą czy potrafią brać na siebie rolę nauczyciela. Ta sytuacja prowokuje pytanie, czy tak trudne i obszerne programy nie stwarzają zagrożeń dla równego dostępu do nauki. Obecne programy stwarzają jednak bariery – i to nie tylko najsłabszym. Zakres przekazywanej wiedzy jest bardzo rozległy, składają się na niego w dużej mierze fakty, których trzeba się nauczyć na pamięć, co jest męczące, nudne i w wielu przypadkach bezużyteczne. Częste pytania uczniów o sens tej wiedzy są pomijane. Nauka szkolna stanowi zamkniętą całość. Uczeń dochodzi do tego co ważne, zostało odkryte, a dalsza nauka polega na kolejnym uszczegóławianiu istniejącej wiedzy. Wiedza zdobyta na lekcjach biologii czy historii staje się oczywiście przydatna, gdy wybierze się studia z tych dziedzin. Nie wszyscy jednak idą na studia i nie wszyscy na biologię lub historię, choć każdemu z nas jest potrzebny określony zakres wiedzy z tych dziedzin. Jednak chodzi o zakres, który daje wiedzę podstawową, a zarazem uczy, jak i gdzie możemy ją rozwijać, czy jak szukać odpowiedzi na interesujące nas pytania. Dostęp do wiedzy jest we współczesnym czasie nieograniczony, ale stwarza problemy, których istnienia jeszcze kilkanaście lat temu nie podejrzewaliśmy. Szkoła powinna uczyć, jak z tej dostępnej wiedzy krytycznie korzystać, na czym polega racjonalne rozumowanie, do jakich informacji i z jakich powodów musimy podchodzić nieufnie, gdzie są granice pomiędzy informacją a opinią, na czym polega manipulacja wiedzą itp. W wielu przytaczanych badaniach, w których wzięli udział nauczyciele i rodzice, powtarzają się postulaty dotyczące ograniczenia podstawy programowej. Zapewne jest to pierwszy krok, jaki powinien zostać uczyniony. Natomiast kolejnym powinien być namysł nad zmianą ideologii, która przyświeca konstrukcji przekazywanej w szkole wiedzy. Powinien zostać ograniczony komponent „akademicki” na rzecz umiejętności poszukiwania potrzebnej wiedzy [1]. Przeprowadzony wywiad pozwolił na uchwycenie obecnych postaw i nastrojów wśród dwóch badanych grup - kadry pedagogicznej oraz uczniów. Należy pamiętać, że ich perspektywy są obciążone ogólnym, negatywnym wpływem pandemii i jej następstw, co zaniża subiektywny poziom zadowolenia ze zdalnej nauki.
Trudno dziś przewidzieć, co pozostanie nam z niespodziewanego eksperymentu edukacyjnego czasu pandemii. Niewątpliwie był to moment wielkiej przemiany mentalnej, który objął swym oddziaływaniem wiele sfer życia nauczycieli jak i uczniów oraz ich rodziców czy opiekunów.
BIBLIOGRAFIA
Czasopisma w internecie i strony WWW
1. Edukacja zdalna w czasie pandemii. Raport z badań, Centrum Cyfrowe, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Edukacja_zdalna_w_czasie_pandemii.pptx-2(2).pdf, dostęp 26.12.2021, godz. 19:20.
2. G. Ptaszek, M. Bigaj, M. Dębski, J. Pyżalski, G.D. Stunża, Zdalna edukacja – gdzie byliśmy, dokąd idziemy? Wstępne wyniki badania naukowego „Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych w czasie epidemii koronawirusa”, Warszawa 2020, https://zdalnenauczanie.org/wp-content/uploads/2020/06/Badanie-zdalnenauczanie_org_ prezentacja.pdf , dostęp 10.01.2022, godz. 21:20.
3. M. Plebańska, A. Szyller, M. Sieńczewska, „Edukacja zdalna w czasach COVID-19”, dz. cyt.
4. O. Szpunar, Praca nauczycieli w czasie pandemii: siedem dni w tygodniu, 1238 maili, „Gazeta Wyborcza”, z 8.05.2020r.
5. G. Ptaszek, M. Bigaj, M. Dębski, J. Pyżalski, G.D. Stunża, „Zdalna edukacja – gdzie byliśmy, dokąd idziemy?”, dz. cyt.
6. Skriware, Nauczanie zdalne w Polsce. Wyniki ankiety, https://www.landpage.co/nauczaniezdalnewpolsce, dostęp 06.01.2022, godz. 20:35.
7. Rzecznik Praw Obywatelskich, Czy będzie „szkoła hybrydowa”? Rzecznik pyta MEN o przygotowania do nowego roku szkolnego, 16.01.2022, godz. 19:25, https://www.rpo.gov.pl/pl/content/czy-bedzie-szkola-hybrydowa-rpo-pyta-men-o-nowy-rok-szkolny.
[1] Rzecznik Praw Obywatelskich, Czy będzie „szkoła hybrydowa”? Rzecznik pyta MEN o przygotowania do nowego roku szkolnego, 16.01.2022, godz. 19:25, https://www.rpo.gov.pl/pl/content/czy-bedzie-szkola-hybrydowa-rpo-pyta-men-o-nowy-rok-szkolny.
[1] Skriware, Nauczanie zdalne w Polsce. Wyniki ankiety, https://www.landpage.co/nauczaniezdalnewpolsce, dostęp 06.01.2022, godz. 20:35.
[1] O. Szpunar, Praca nauczycieli w czasie pandemii: siedem dni w tygodniu, 1238 maili, „Gazeta Wyborcza”, 8.05.2020 [2] M. Plebańska, A. Szyller, M. Sieńczewska, „Edukacja zdalna w czasach COVID-19”, dz. cyt. [3] G. Ptaszek, M. Bigaj, M. Dębski, J. Pyżalski, G.D. Stunża, „Zdalna edukacja – gdzie byliśmy, dokąd idziemy?”, dz. cyt.
[1] Edukacja zdalna w czasie pandemii. Raport z badań, Centrum Cyfrowe, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Edukacja_zdalna_w_czasie_pandemii.pptx-2(2).pdf, dostęp 26.12.2021, godz. 19:20. [2] G. Ptaszek, M. Bigaj, M. Dębski, J. Pyżalski, G.D. Stunża, Zdalna edukacja – gdzie byliśmy, dokąd idziemy? Wstępne wyniki badania naukowego „Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych w czasie epidemii koronawirusa”, Warszawa 2020, https://zdalnenauczanie.org/wp-content/uploads/2020/06/Badanie-zdalnenauczanie_org_ prezentacja.pdf , dostęp 10.01.2022. godz. 21:20




Komentarze